Tragedia Górnośląska 1945: Sowietów tożsamość Śląska nie obchodziła

2497

 

Sowieci deportowali na Wschód w 1945 roku przede wszystkim obywateli III Rzeszy. Na liście jest już 38 tys. nazwisk z Górnego Śląska Historyk Zbigniew Gołasz z katowickie-go IPN wylicza: z samego Zabrza, który przed wojną leżał  w niemieckiej części Górnego Śląska, Sowieci internowali i deportowali do niewolniczej pracy 4200 mieszkańców. Z okolicznych gmin, stanowiących dziś   z Zabrzem jedną administrację, także dużo, bo z Rokitnicy aż 1800 osób, a z pobliskich Mikulczyc – 2400.

Niektórych więziono w obozach na terenie Śląska, by tutaj demontowali wywożone na Wschód fabryki

Z Kończyc, Pawłowa, Makoszów – też dziś dzielnic Zabrza – Sowieci wywieźli w sumie 150 osób. Ale te dzielnice w 1939 r. leżały po polskiej stronie Śląska.
Sowieci nie pytali mieszkańców Górnego Śląska, kim się czują: Polakami czy Niemcami. Nie obchodziła ich regionalna tożsamość. Dla Armii Czerwonej, wkraczającej na tę ziemię zimą 1945 roku, istotna była granica państwowa między Polską a Niemcami sprzed drugiej wojny. A ta granica dzieliła tutejszych mieszkańców na obywateli Polski i obywateli Niemiec.
W zdecydowanej większości (historyk dr Dariusz Węgrzyn mówi nawet, że w 90 procentach) deportacje na Wschód dotknęły mieszkańców niemieckiej części przedwojennego Górnego Śląska; Zabrza, Bytomia, Gliwic. Obywatele III Rzeszy mieli odpracować straty wojenne i niemieckie zniszczenia, uznał Stalin i zyskał dla tych swoich planów akceptację aliantów na konferencji w Jałcie. W czasie największych deportacji niemiecka część Górnego Śląska znajdowała się nadal pod administracją wojskową sowiecką. Tu pomagali Sowietom niemieccy komuniści. – W pismach do urzędu wojewódzkiego prezydent Zabrza Paweł Dubiel zaznaczył, że Freie Deutschland chroniło ludność niemiecką kosztem polskiej. Komuniści niemieccy wskazywali Rosjanom do wywózki m.in. członków Związku Polaków w Niemczech, powstańców śląskich – przypomina Zbigniew Gołasz.
Maksym Becher mieszkał w lutym 1945 roku w Katowicach-Ligocie i pracował  w pobliskiej kopalni Wujek. – W lutowy wieczór przyszło do nas do domu dwóch cywilów z karabinami, w biało-czerwonych opaskach na ramieniu i zabrali ojca. Znam to z relacji mamy – mówi Lidia Węglińska. Miała wtedy 5 lat. – Dlaczego zabrali akurat mojego ojca, nie wiem. Był Niemcem, urodził się w Katowicach i przed wojną należał do mniejszości niemieckiej. Z kolei moja mama pochodziła z rodziny powstańców śląskich.

Z tamtego okresu ojca nie pamięta. Dopiero jak wrócił w 1947 roku, utrwalił się w jej pamięci obraz człowieka wyniszczonego i schorowanego. Wciąż widzi jego odmrożone nogi, na których nie mógł już chodzić. Po kilku latach zmarł.

Niedawno Lidia Węglińska otrzymała z Centralnego Archiwum Wojskowego w Rembertowie skromne informacje na temat jego losów. Jak te informacje znalazły się w Rembertowie? W latach 90. dla polskich historyków otwarły się na krótko archiwa moskiewskie i przywieźli kserokopie wielu dokumentów. Także teczkę Maksyma Bechera. Są w niej dane o rodzinie, miejsce obozowania w Doniecku, miejsca obozowania w czasie powrotu do Polski – Kijowie i Brześciu.

Zbigniew Gołasz przypuszcza, że archiwa sowieckie są skrupulatne i możemy policzyć deportowanych Górnoślązaków co do jednego. Byle tylko znów był do nich dostęp.

Rosjanie nie odnotowali, dlaczego internowali Maksyma Bechera. Można domniemywać, że powodem było jego niemieckie pochodzenie.

– Z terenu przedwojennego Śląska masowych wywózek do ZSRR nie było, ale powodem deportacji mogła być praca w administracji III Rzeszy, przynależność do nazistowskich organizacji, działalność na szkodę Polaków – wyjaśnia Zbigniew Gołasz. – Aresztowano i wywożono na Wschód także żołnierzy niepodległościowego podziemia, a nawet przypadkowych ludzi.

Na terenach polskich wspierali Sowietów polscy komuniści. Z Europy Środkowej, jako żywe reparacje, Sowieci deportowali ponad 300 tys. osób, co najmniej 38 tys. z Górnego Śląska.